Blisko dwadzieścia lat temu, dużą popularnością wśród konsumentów cieszyły się umowy ubezpieczenia na życie z ubezpieczeniowym funduszem kapitałowym, powszechnie nazywane „polisolokatami”. Konstrukcja taka stanowiła rynkową odpowiedź na wówczas wprowadzony „podatek Belki”, zaś same umowy oferowano jako świetną alternatywę dla zwykłych lokat bankowych – nie dość, że produkt pozwalał na regularne oszczędzanie, to wpłacane środki miały być inwestowane przez wyspecjalizowane podmioty w ubezpieczeniowe fundusze kapitałowe, co na przestrzeni lat miało przynosić duże zyski. Wszystko dodatkowo opakowano w formę ubezpieczenia na życie, co wzbudzało skojarzenia bezpieczeństwa i stabilności.
Zobacz komentarz w LEX: Polisolokaty (Polisy lokacyjne)>
Hybryda ubezpieczenia, lokaty i inwestycji
W niniejszym artykule chciałbym się natomiast pochylić nad „ulepszoną” wersją tych umów, które w latach 2008 – 2012 w swojej ofercie miało Towarzystwo Ubezpieczeń na Życie Europa S.A. (dalej: TU Europa) tj. grupowych ubezpieczeniach na życie i dożycie z ubezpieczeniowym funduszem kapitałowym typu PARETO i LIBRA. Z naszych spostrzeżeń wynika, że największym i najskuteczniejszym podmiotem występującym w charakterze ubezpieczającego był Open Finance S.A. – to ich klienci najczęściej przystępowali do ww. umów grupowych w charakterze ubezpieczonych.
Założenia produktu wyglądały bardzo zachęcająco. Celem uruchomienia inwestycji klient dokonywał wpłaty inicjującej (pierwsza składka) w przedziale od kilku do nawet kilkuset tysięcy złotych oraz zobowiązywał się do regularnych, comiesięcznych płatności (składki bieżące) przez czas trwania umowy tj. 10 albo 15 lat. Środki były inwestowane w ubezpieczeniowe fundusze kapitałowe, dzięki czemu po zakończeniu umowy miały być wypłacane klientowi z dużymi zyskami. W tle było również ubezpieczenie na życie, co stanowiło dodatkowy argument przemawiający za tymi umowami. Na pierwszy rzut oka wszystko wydawało się zatem logiczne, tj. klient wpłaca zgromadzone już oszczędności, następnie jest mobilizowany do regularnego odkładania środków, które będą cały czas inwestowane przez profesjonalny podmiot, co finalnie przynosić miało wysokie zyski. Co zatem mogło się nie udać i dlaczego dzisiaj wracamy do tematu?
Inwestycja od początku skazana na stratę?
W ten sposób dochodzimy do – w mojej ocenie – źródła problemu, a mianowicie opłat administracyjnych, w niektórych wersjach nazywanych również opłatami za zarządzanie.
Otóż zanim zakupione zostały jednostki uczestnictwa w ubezpieczeniowym funduszu kapitałowym za środki wpłacane przez klienta tytułem składek bieżących, od każdej dokonywanej wpłaty pobierana była opłata administracyjna, której wysokość wahała się od 15,25 proc. do 26,47 proc. (w zależności od nazwy handlowej produktu i jego generacji) miesięcznej składki. Dlaczego zatem tak wysoka opłata nie wzbudzała sprzeciwu po stronie potencjalnych klientów? Odpowiedź jest prosta – w umowie niejako zamaskowano jej wysokość i zamiast jednoznacznego wskazania procentowego, co byłoby przejrzyste dla nieprofesjonalnego kontrahenta, posłużono się niskimi wartościami procentowymi, ale liczonymi od wysokiej wartości bazowej. Jak więc opisano opłatę administracyjną? Wskazując, że wynosi od 1,28 proc. do 1,92 proc. składki zainwestowanej. Wizualizując powyższy wywód na konkretnych kwotach, np. klient co miesiąc wpłaca 408 zł tytułem składki bieżącej, ubezpieczyciel z każdej wpłaty pobiera 108 zł tytułem opłaty administracyjnej (26,47 proc.), a do inwestowania przekazywane jest tylko pozostałe 300 zł.
Prosta analiza sama nasuwa oczywisty wniosek tj. przez ww. mechanizm klient od samego początku wydaje się być skazanym na stratę, skoro inwestowano tylko część tego co wpłacał. Aby „wyjść na zero” (nie wspominając o jakimkolwiek zarobku) przy tak funkcjonującym produkcie, inwestycje musiałyby przynosić regularne zyski przewyższające pobierane opłaty.
Zamknięcie w produkcie – trwanie w inwestycji niekorzystne finansowo, wcześniejsze zakończenie jeszcze gorsze
Klient orientujący się w stanie swojego rachunku, chciał jak najszybciej zakończyć taką inwestycję. Ubezpieczyciel, konstruując umowę ramową z ubezpieczającym, oczywiście przewidział możliwość wcześniejszego rozwiązania umowy, przy czym działanie takie zostało obwarowane abstrakcyjnie wysoką opłatą likwidacyjną – w pierwszych latach trwania zbliżoną do 100 proc. zgromadzonych środków.
Tym samym klienci stanęli przed odpowiedzią na bardzo trudne pytanie – czy zdając już sobie sprawę, iż inwestycja ma niskie szanse na wypracowanie zysków, kontynuować ten produkt czy też rozwiązać go natychmiast, co w momencie podejmowania tej decyzji często wiązało się ze zgodą na utratę wszystkich wpłaconych oszczędności? Duża część ubezpieczonych zdecydowała się na dalsze odkładanie, co w mojej ocenie podyktowane było dwoma argumentami. Po pierwsze, ostrożność podpowiadała, że lepiej tracić co miesiąc po 20 proc. wpłaconych środków z nadzieją, że ewentualny zysk pokryje chociaż część tej straty, niż pogodzić się ze stratą wszystkich, bądź dużej części wpłaconych środków. Po drugie, co istotniejsze, klienci pozostawali w błędnym przeświadczeniu, że dotrwanie do końca umowy gwarantuje im wypłatę przynajmniej równowartości środków wpłaconych na przestrzeni lat.
Czytaj także: Conotoxia, siostrzana spółka Cinkciarza, przegrała w sądzie z KNF
„Gwarancja” ochrony kapitału zainwestowanego
Skąd u klientów takie przeświadczenie? Myślę, że złożyło się na to kilka czynników. Jak wynika z setek przeprowadzonych przesłuchań, doradcy finansowi na etapie sprzedaży tych produktów posiłkowali się pojęciami gwarancji i lokaty. Wszak nawet laik wie, że lokatę można rozwiązać w każdej chwili, rezygnując z wypracowanych odsetek i otrzymuje się wpłacony kapitał.
Natomiast mało kto przewidział, że rozbudowana siatka pojęciowa w tych umowach może mieć swoje drugie dno. Otóż, inwestycja zmierzała do ochrony, ale składki zainwestowanej, co – jak już wyżej wskazano - nie było równoznaczne ze składką wpłacaną przez ubezpieczonych. Skalę rozbieżności w praktyce najlepiej pokaże kolejny przykład. klient przez 15 lat wpłaca łącznie 67 050 zł (11 250 zł tytułem składki pierwszej oraz 180 składek bieżących po 310 zł każda), natomiast składka zainwestowana wynosi 56 250 zł i celem określonym w umowie jest wypracowanie wartości nie mniejszej, niż ta składka zainwestowana, a nie składka wpłacona.
Tym samym wnioski nie są optymistyczne również dla tej drugiej grupy klientów, tj. tych, którzy dotrwali albo planują dotrwać do końca umowy, bowiem umowa nigdy nie przewidywała ochrony składek przez nich wpłaconych. Oczywiście nie oznacza to automatycznie, że finalnie inwestycja przyniesie stratę, niemniej analiza konstrukcji umownych zdecydowanie oddala perspektywę zarobku.
Czytaj także w LEX: Charakter prawny umowy ubezpieczenia na życie z funduszem kapitałowym>
To może chociaż ochrona ubezpieczeniowa…
Wszak immanentną cechą umów ubezpieczeniowych jest ponoszenie przez ubezpieczyciela ryzyka ubezpieczeniowego. W kwestionowanych przez nas „polisach inwestycyjnych” ryzyko to w mojej ocenie jest iluzoryczne, zaś funkcja ochronna marginalna i pozorna.
Umowy przewidywały dwa zdarzenia, których wystąpienie skutkowało wypłatą świadczenia z tytułu ubezpieczenia, tj. śmierć ubezpieczonego albo dożycie ubezpieczonego do końca umowy. W przypadku śmierci ubezpieczyciel zobowiązywał się do wypłaty 100 proc. wartość rachunku, powiększając tą wypłatę o wartość 1 proc. składki zainwestowanej. Aby to zobrazować, warto wrócić do naszego przykładu, gdzie składka zainwestowana to 56 250 zł. Ubezpieczyciel wypłaca uposażonemu tyle, ile znajduje się na rachunku i powiększa taką wypłatę o 562,50 zł. Tyle wynosi ryzyko ubezpieczeniowe podmiotu oferującego „umowę ubezpieczenie na życie”. Warto podkreślić, że omawianej ochronie podlega najważniejsza wartość – życie ludzkie.
Przy drugim zdarzeniu ubezpieczeniowym tj. dożycie, ubezpieczyciel zobowiązywał się do wypłaty 100 proc. wartości rachunku, bez powiększania wypłaty o cokolwiek. Tutaj trudno nawet mówić o iluzji ryzyka ubezpieczeniowego, bowiem takiego ubezpieczyciel w ogóle nie ponosił.
Cena promocyjna: 143.27 zł
|Cena regularna: 199 zł
|Najniższa cena w ostatnich 30 dniach: 149.25 zł
Szansa na unieważnienie umowy i odzyskanie wszystkich utraconych środków
Już w momencie podpisania dokumentów, niezależnie od podjętych decyzji (zerwanie umowy od razu, zerwanie po kilku latach, dotrwania do końca umowy) ubezpieczony wydaje się być skazanym na finansowe niepowodzenie swojej inwestycji i ten fakt w mojej ocenie w sposób dobitny potwierdza nieuczciwość umów, do których przystępowali konsumenci.
Oczywistym jest, że w świetle prawa nie każda potencjalnie „nieuczciwa” jest nieważna. Niemniej w mojej ocenie ww. wadliwości pozwalają na stwierdzenie, iż umowy takie mogą zostać uznane za sprzeczne z zasadami współżycia społecznego – zasadami: uczciwości, rzetelności, słuszności, etyki biznesowej oraz zasadami lojalnego potraktowania kontrahenta. Czy to wystarczające do unieważnienia umowy?
Zobacz także w LEX: Egzekucja wierzytelności z polisolokat>
Na szczęście nie musimy udzielać odpowiedzi na pytanie, bowiem w mojej ocenie produkty te miały również inną, bardzo istotną wadę konstrukcyjną – w sposób niewystarczający i nieprecyzyjny opisywano charakterystykę aktywów wchodzących w skład poszczególnych ubezpieczeniowych funduszy kapitałowych. Konsumentom ponownie w sukurs przybył Trybunał Sprawiedliwości Unii Europejskiej, wskazując, że umowy związane z funduszami kapitałowymi powinny zawierać jasne, precyzyjne i zrozumiałe informacje dotyczące gospodarczego i prawnego charakteru podstawowych aktywów oraz związanego z nimi ryzyka strukturalnego (wyrok TSUE z dnia 24.02.2022 r., C 143/20 i C-213/20).
Podsumowanie
Słodko-gorzki smak ma zatem ocena wpływu orzecznictwa TSUE na realia polskiego sądownictwa – słodki, bowiem sądowa ochrona konsumenta jako jednostki słabszej w relacjach z przedsiębiorcami zaczyna dorównywać standardom europejskim – gorzki, bowiem trzeba było na to czekać długie lata. Właśnie z tych względów warto wrócić do tego tematu. Mimo że do umów przystępowano ponad dekadę temu, nadal możliwe jest ich skuteczne zakwestionowanie i odzyskanie utraconych wskutek nieudanej inwestycji środków.
Zobacz wzór w LEX: Oświadczenie o odstąpieniu od umowy ubezpieczenia na życie>
-------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
Linki w tekście artykułu mogą odsyłać bezpośrednio do odpowiednich dokumentów w programie LEX. Aby móc przeglądać te dokumenty, konieczne jest zalogowanie się do programu. Dostęp do treści dokumentów w programie LEX jest zależny od posiadanych licencji.