- Byłem prezesem przez zaledwie 12 miesięcy (Dybczyński pełnił tę funkcję od lutego 2023 r. do lutego 2024 r.) i cieszy mnie dostrzeżenie przez NIK tego, co udało mi się w Sieci naprawić w ciągu tak krótkiego czasu. Trudno jednak nie zauważyć, że niektóre zarzuty NIK mają typowo urzędniczy charakter i niewiele mają wspólnego z rzeczywistością budowania organizacji naukowej. Mam wrażenie, że gdyby NIK kontrolował program Apollo, to Amerykanie nigdy nie wystrzeliliby ani jednej rakiety, a Armstrong wylądowałby nie na Księżycu, tylko w więzieniu – powiedział dr Andrzej Dybczyński.
NIK punktuje wydatki Sieci Łukasiewicz>>
Kontroler nie miał uwag
W raporcie NIK wskazano też, że co prawda gospodarka finansowa była prowadzona w CŁ na ogół prawidłowo, ale doszło "do naruszenia przepisów tzw. ustawy kominowej, określającej wysokość wynagrodzeń dla osób zajmujących niektóre państwowe stanowiska kierownicze". W okresie objętym kontrolą dwóm prezesom i czterem wiceprezesom odwołanym ze stanowiska wypłacono nienależnie ponad 1,4 mln zł w formie m.in. wynagrodzeń i odpraw. Andrzej Dybczyński stwierdził, że NIK nie wskazała, jakie konkretnie przepisy ustawy kominowej zostały rzekomo złamane, a "ten sam kontroler w roku 2021 nie miał uwag do zasad wynagradzania menadżerów”. "Jednocześnie ów kontroler uznał, że po 20 latach pracy można człowieka zwolnić z instytutu bez ani jednego dnia wypowiedzenia, cofając nas do czasów Bucholza z "Ziemi Obiecanej" Może to wpływ nowego prezesa z Łodzi?" – ironizował.
Dodał, że "kolejne skandale związane z usuwaniem przez prezesa Cichockiego (dr Hubert Cichocki to obecny prezes SBŁ - przyp. red.) ze stanowisk menadżerskich w Łukasiewiczu apolitycznych specjalistów i wstawianiem w ich miejsce polityków lub ich znajomych najlepiej potwierdzają, że podjęta przeze mnie próba ochrony Łukasiewicza przed politykami, jakkolwiek nieskuteczna, była uzasadniona". W raporcie pokontrolnym NIK zaznaczono, że wskutek m.in. niewłaściwego nadzoru nad instytutami ze strony CŁ i braku długoterminowej strategii dla SBŁ w instytucji panował chaos.
- W całym kontrolowanym okresie funkcję prezesa SBŁ pełniłem tylko przez 12 miesięcy w 2023 roku – i z tego roku jestem zawodowo dumny. Raport NIK wskazuje, że w tym okresie wiele rzeczy zaczęło zmieniać się na lepsze: zbudowaliśmy system zarządzania Siecią, uruchomiliśmy stypendia dla młodych naukowców, przygotowaliśmy kluczowe programy badawcze, zredukowaliśmy wydatki na marketing, opracowaliśmy projekt strategii, której przyjęcie było już niemożliwe z uwagi na zmianę rządu. Czy udało mi się zmienić wszystko, co uważałem za niewłaściwe? Na pewno nie – przyznał były prezes SBŁ.
Zarzuty mało precyzyjne
Kontrolerzy NIK stwierdzili też, że zarządzanie siecią przez Centrum Łukasiewicz uniemożliwiały "gromadzone w sposób nierzetelny dane". Uznali np., że CŁ ponad dziesięciokrotnie zawyżyło dochody z komercjalizacji, bowiem zaliczono do nich tzw. wdrożenia własne, których – zgodnie z opinią prawną, przygotowaną na zlecenie obecnego prezesa SBŁ – nie można uznać za komercjalizację. - To jedna z największych manipulacji nowych władz Sieci. Ustawa o Sieci Badawczej wprost, w art. 1 punkt 2, nakazuje instytutom w ramach komercjalizacji realizować tzw. wdrożenia własne – czego nie muszą robić uniwersytety. Według kontrolera NIK sprzedaż opracowanej, opatentowanej i wyprodukowanej w instytucie Łukasiewicza szczepionki czy mikroprocesora nie jest komercjalizacją – choć na całym świecie jest. No to co nią jest? Lepiej, żeby sprzedawała to zagraniczna firma? – pytał dr Dybczyński, odnosząc się do zarzutu.
NIK napisała też, że mimo nakładów 2,8 mld zł z budżetu państwa na SBŁ - jej działalność nie przynosiła żadnych albo niewielkie rezultaty. - Jeśli kontroler z NIK oczekuje opracowania nowoczesnych technologii po pięciu latach, to powinien zatrudnić się w Nieprzytomnej Izbie Kwitologii i po roku zbudować bazę na Marsie. Taka "krytyka" to obrażanie i lekceważenie naukowców. Na świecie budowa organizacji podobnych do Łukasiewicza trwała 20-30 lat, zanim zaczęły przynosić oczekiwane efekty, i to od momentu, kiedy kierownictwo objął menadżer nauki, a nie polityk bez doświadczenia. Opracowanie nowego polimeru to 10 lat badań, silnika odrzutowego to 15 lat, a nowego leku to 20 lat – mówił były prezes SBŁ, odpierając zarzuty.
Sieć działa efektywniej
Wyniki kontroli NIK skomentował również dla obecny prezes Sieci Badawczej Łukasiewicz dr Hubert Cichocki. - Podzielam opinię Najwyższej Izby Kontroli odnośnie braku efektów, które uzasadniałyby poniesione nakłady - przyznał. Dodał, że przez pierwsze miesiące działalności nowe kierownictwo zbudowało nowe instrumenty "monitorowania, które służą m.in. do przygotowywania opinii dla ministra co do wysokości subwencji dla instytutów sieci". Prezes Cichocki przypomniał, że w wyniku kontroli NIK i audytu przeprowadzonego na zlecenie nowego kierownictwa Sieci Badawczej Łukasiewicz, skierowano szereg pozwów cywilnych "związanych z pobraniem nienależnych publicznych pieniędzy przeznaczonych na badania i rozwój przez byłych managerów SBŁ". CŁ skierowało także wiele zawiadomień do prokuratury dotyczących m.in. wyrządzenia znacznej szkody majątkowej w mieniu Łukasiewicza, doprowadzenia do niekorzystnego rozporządzenia mieniem w celu osiągnięcia korzyści majątkowej i nadużycia uprawnień przez funkcjonariuszy publicznych.
- Łącznie kwestionujemy decyzje lub wydatki na ok. 40 mln zł, ale ta wartość cały czas rośnie wraz z wynikami kolejnych kontroli – wyjaśnił prezes Hubert Cichocki. Do Sieci Badawczej Łukasiewicz, założonej w 2019 r., należą 22 instytuty badawcze zlokalizowane w 12 miastach Polski. Jednostką koordynującą pracę instytutów jest Centrum Łukasiewicz. Powołanie SBŁ stanowiło element Strategii na rzecz Odpowiedzialnego Rozwoju do roku 2020 – planu gospodarczego przygotowanego w 2016 r. pod kierownictwem Mateusza Morawieckiego, ówczesnego wicepremiera.
-------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
Linki w tekście artykułu mogą odsyłać bezpośrednio do odpowiednich dokumentów w programie LEX. Aby móc przeglądać te dokumenty, konieczne jest zalogowanie się do programu. Dostęp do treści dokumentów w programie LEX jest zależny od posiadanych licencji.