Przedstawiony przez Ministerstwo Sprawiedliwości projekt (jest w konsultacjach, Rada Ministrów ma się nim zająć w drugim kwartale tego roku) ma, według jego autorów, prowadzić do zwiększenia bezpieczeństwa ruchu drogowego. A jego głównym celem, jak uzasadnia resort, jest stworzenie systemu przepisów prawa ukierunkowanych na skuteczne przeciwdziałanie negatywnym zjawiskom godzącym nie tylko w bezpieczeństwo ruchu, ale – w szerszym wymiarze – także w bezpieczeństwo powszechne. 

Czytaj: Kierowca naruszający zakaz prowadzenia pojazdów już nigdy nie poprowadzi samochodu>>  

Zabójstwo drogowe, penalizacja wyścigów drogowych - projekt wkrótce w wykazie>>

Projektowane zmiany mają więc na celu skuteczniejsze zwalczanie przestępstw drogowych, szczególnie tych stwarzających zagrożenie dla innych uczestników ruchu drogowego, penalizację nielegalnego wyścigu samochodowego oraz wprowadzenie przepisów związanych z ograniczeniem naruszeń związanych z rażąco niebezpieczną brawurową jazdą. Ale przewidziane jest też nałożenie obowiązku zawiadamiania organu gminy, na zasadach określonych w ustawie Prawo o zgromadzeniach, o planowanym zgromadzeniu użytkowników pojazdów, z jednoczesnym wprowadzeniem definicji takiego zgromadzenia.

Sankcje za wywoływanie zagrożenia i za zgromadzenia

Projektodawca dosyć istotnie chce zmodyfikować kodeks karny oraz kodeks wykroczeń w zakresie odnoszącym się do przestępstw i wykroczeń przeciwko bezpieczeństwu ruchu drogowego. Zmianie mają ulec m.in. sankcje za popełnienie wybranych czynów zabronionych, w tym warunki i zasady orzekania środka karnego w postaci zakazu prowadzenia pojazdu mechanicznego. Jednak w projekcie jest też propozycja dotycząca sankcji za skutki pikiet i blokad dróg. Projekt przewiduje dodanie do art. 90 kodeksu wykroczeń nowej jednostki redakcyjnej, pozwalającej nakładać nawiązki do 1500 zł w przypadkach, w których sprawca wykroczenia spowodowałby poważne zakłócenia ruchu drogowego.

 

Kierowcy i pasażerowie mogą czuć się poszkodowani

W tej sprawie zastrzeżenia do proponowanych zmian w kodeksie wykroczeń zgłosiła Helsińska Fundacja Praw Człowieka. Zwróciła uwagę, że może to dotyczyć także organizatorów i uczestników protestów na drogach, a popełnienie tego wykroczenia niemal zawsze skutkować będzie wystąpieniem większej liczby pokrzywdzonych. To w połączeniu z możliwością nałożenia na obwinionego nawiązki w kwocie dochodzącej nawet do 1500 zł skutkować może koniecznością zapłaty przez obwinionego znacznych sum, istotnie przekraczających nawet górną granicę zagrożenia grzywną za popełnione wykroczenie.

- Można sobie wyobrazić, że każdy z kierowców stojących w korku spowodowanym przez taką pikietę, a to mogłoby też obejmować pasażerów tych pojazdów oraz komunikacji publicznej, występuje o zasądzenie nawiązki w wysokości 1500 zł, bo czuje się pokrzywdzony tym protestem. W efekcie dolegliwość finansowa dla osoby uczestniczącej w proteście byłaby rażąco nieproporcjonalna w stosunku do stopnia jej ingerencji w prawo do przemieszczania się tych osób – mówi Marcin Wolny, adwokat, współautor tej opinii.

Ograniczenie prawa do zgromadzeń

W swojej opinii HFPC zwróciła uwagę, że tego rodzaju regulacja może uderzać w wolność zgromadzeń oraz wolność głoszenia poglądów, które w polskich warunkach często realizowane są przez blokowanie ruchu drogowego, np. przez protesty siedzące lub permanentne przechodzenie przez pasy dla pieszych. - W ostatnich latach z tych form protestu wielokrotnie korzystali rolnicy, przedsiębiorcy, mieszkańcy domagający się budowy lub zaprzestania budowy określonej infrastruktury (np. obwodnicy miasta), a także aktywiści ekologiczni. Tego rodzaju protesty, mimo niespełnienia wymogów dotyczących uprzedniego zgłoszenia, czy spontanicznego charakteru, również pozostają pod ochroną art. 57 Konstytucji oraz art. 11 Europejskiej Konwencji Praw Człowieka – czytamy w opinii.

Rykoszetem w ważne prawo obywatelskie

Według Fundacji przepisy, które pierwotnie miały być wymierzone w osoby tamujące ruch organizując na przykład wyścigi na drogach publicznych, mogą rykoszetem uderzyć w tę polską tradycję protestów na drogach. W swojej opinii wskazuje ona, że takie protesty, nawet te niezgłoszone, pozostają pod ochroną konstytucyjną i konwencyjną. No i że jest tu konieczność proporcjonalnej reakcji na takie działania. - Po wprowadzeniu tego projektowanego przepisu zostałaby zachwiana równowaga miedzy prawem do swobodnego poruszania się, a prawem obywateli do zgromadzeń i protestów. Tu mamy do czynienia z dwoma ścierającymi się wartościami i żadna z nich nie powinna być traktowana jako mniej ważna. Prawo musi wyważać proporcje między nimi. Europejski Trybunał Praw Człowieka w swoim orzecznictwie wskazuje, że prawo do protestów i wolność głoszenia poglądów są kluczowymi elementami demokratycznego państwa prawnego. Stwierdza też, że sam fakt iż te protesty nie są formalnie notyfikowane władzom publicznym, nie pozbawia ich prawnej ochrony. Podkreśla też konieczność wyważenia racji w takich sytuacjach – powiedział Prawo.pl mec. Marcin Wolny.